Co realnie da się wynegocjować w kredycie hipotecznym i jak rozmawiać z bankiem?
Jestem na etapie zbierania ofert na hipotekę (wkład 20%, umowa o pracę, bez innych kredytów) i widzę, że banki mocno różnią się marżą, prowizją i pakietami typu konto/ubezpieczenia. Doradca mówi, że „takie są warunki”, ale mam wrażenie, że da się coś urwać, tylko nie wiem, od czego zacząć i jakich argumentów użyć. Czy w praktyce da się negocjować marżę albo prowizję, a może bardziej opłaca się cisnąć o rezygnację z drogich ubezpieczeń i cross-sellu? Jak podejść do rozmowy, żeby bank potraktował mnie serio: lepiej iść na spotkanie z konkurencyjną ofertą, czy od razu prosić o poprawę warunków mailowo? Jeśli ktoś to przerabiał, to co faktycznie zadziałało i na czym bank najczęściej „schodzi” przy normalnej zdolności?