Da się negocjować, tylko często nie „z doradcą na infolinii”, a przy finalnej decyzji kredytowej – realnie schodzi marża albo prowizja (czasem jedno kosztem drugiego), a najwięcej ukrytego kosztu siedzi w pakietach: konto, karta, ubezpieczenia i ich warunkach (czy da się je skrócić/zmienić/wyłączyć po czasie). Najlepszy argument to konkurencyjna oferta na papierze + Twoja sytuacja (20% wkładu, UoP, brak zobowiązań) i prosta prośba o „re-kalkulację warunków” oraz rozpisanie całkowitego kosztu przy kilku wariantach (z/bez pakietu), bo wtedy łatwiej porównać, co się naprawdę opłaca. Jest fajny materiał do poczytania, który zbiera konkretne zagrywki i przykładowe sformułowania:
Jak negocjować kredyt hipoteczny? 12 praktycznych taktyk. Masz już od dwóch banków takie same parametry kredytu (kwota/okres/raty), żeby porównanie było 1:1?