Stałe czy zmienne oprocentowanie hipoteki – jak to sensownie policzyć przed decyzją?
Przymierzam się do kredytu hipotecznego na 25–30 lat i utknąłem na wyborze: stałe na 5 lat czy od razu zmienne. Banki pokazują różne „ładne” raty na start, ale jak próbuję policzyć koszt całkowity, to wychodzi mi, że wszystko zależy od scenariusza stóp i tego, co się stanie po okresie stałym. Jako praktyk z branży chciałbym podejść do tego na chłodno i zrobić porównanie ofert na tych samych założeniach, bez wpadania w pułapki typu „tania rata, drogo w kosztach pobocznych”. Jak Wy robicie stress test: o ile podbijacie stopę w górę i na jakim horyzoncie, żeby ocenić ryzyko raty, a nie tylko dzisiejszy poziom? I kiedy Waszym zdaniem stałe ma realnie sens (spokój i przewidywalność), a kiedy lepiej brać zmienne i zostawić sobie bufor oraz plan nadpłat?